Jak zwykle niezwykle, czyli na początek kilka danych biograficznych, potem słów kilka o militariach, aby na koniec rzecz całą zakończyć z ręką w nocniku, na dodatek popadając w patos.
Władysław Raginis urodził się 27 czerwca 1908 r. w Dźwińsku na Łotwie i po ukończeniu gimnazjum w Wilnie, w wieku 19 lat, wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie k. Ostrowi Mazowieckiej. W 1930 r. uzyskał stopień podporucznika w Oficerskiej Szkole Piechoty i został dowódcą plutonu w 76. Pułku Piechoty w Grodnie. W 1939 r. rozpoczął służbę w Korpusie Ochrony Pogranicza na stanowisku dowódcy trzeciej kompanii batalionu ciężkich karabinów maszynowych.
Wrzesień 1939 r. zastał go w okolicach Wizny, z 720 żołnierzami uzbrojonymi w sześć lekkich dział, 24 ciężkie karabiny maszynowe, 18 ręcznych karabinów maszynowych i dwie rusznice przeciwpancerne. Otrzymał zadanie obrony pasa o szerokości dziewięciu kilometrów, stanowiącego linię oporu Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”, na rzekach Narwi i Biebrzy.
Pierwszy ostrzał pozycji polskich nastąpił 5 września, a walki o ten odcinek trwały do południa 10 września. W tym czasie obrońcy powstrzymali atak dwóch dywizji niemieckich z grupy „Brandt”, liczących ok. 10 tys. żołnierzy, a następnie trzydniowe natarcie XIX Korpusu Armijnego gen. Heinza Guderiana liczącego 42,2 tys. żołnierzy.
W skład tego Korpusu wchodziły: 2. Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej, 20. Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej, 3. Dywizja Pancerna, 10. Dywizja Pancerna i Batalion Rozpoznawczy Döberitz-Krampnitz. Siły te wyposażone były w: 350 czołgów, 108 haubic, 198 dział przeciwpancernych, 108 moździerzy, 188 granatników, 58 dział lekkich, 288 ciężkich karabinów maszynowych oraz 689 ręcznych karabinów maszynowych.
Większość obrońców poległa. Ciężko ranny kapitan Raginis, nie widząc dalszej możliwości powstrzymania Niemców, 10 września wysadził stanowisko dowodzenia, popełniając samobójstwo.
Mamy 2012 r., od tamtych wydarzeń upłynęły lata, zatem najwyższa pora na jakieś podsumowania. Warto to zrobić, chociażby dlatego, że żyjemy w czasach anomii. Jeśli ktoś nie wie co to słowo oznacza, odsyłam po rozum do Google. W każdym razie, udamy się w kierunku dokładnie przeciwnym do niewybrednego nawalania się łopatkami i wiaderkami w piaskownicy frazesów.
Podsumowanie tekstu nie będzie niestety budujące. Rodacy, mający zwykle bardzo wiele do powiedzenia w kwestii patriotyzmu, a przy okazji wymachujący szabelkami, odwdzięczyli się Raginisowi nader skromnie, a co jeszcze zabawniejsze, głównie w czasach nieboszczki komuny.
Nadano mu wówczas, po ponad trzydziestu latach, tj. w maju 1970 r., pośmiertnie Krzyż Virtuti Militari. W 1989 r. wyemitowano znaczek pocztowy z jego podobizną, a o samej bitwie pod Wizną nakręcono dwa filmy. Jeden, około czterdzieści lat temu, pt. „Wierność” - o długości 12 minut – oraz na początku lat osiemdziesiątych - dokument „Dzwony znad Wizny”, trwający 23 minuty. Raginis stał się patronem 31. Szczepu Drużyn Harcerskich i Zuchowych ZHP w Białymstoku i to byłoby z grubsza wszystko. Współcześnie rzecz cała znana jest głównie z podręczników historii.
Zatem najwyższa pora przejść do patosu, co polega na ukazywaniu zjawisk o charakterze monumentalnym i wzniosłym oraz o wysokich walorach uczuciowych powodujących stany napięcia emocjonalnego u odbiorców. Długość tego tekstu spowodowała z pewnością napięcie emocjonalne u odbiorców, więc dzieło dobiegło końca. Ale skoro wspomniałem o stosunku do wartości, dodam także, że świat dowiedział się o kapitanie Raginisie i „Termopilach nad Narwią”, przede wszystkim z piosenki „40:1”, nagranej w 2008 r., przez szwedzki zespół rockowy Sabatom.